poniedziałek przywitał mnie niespokojnym porankiem...porannym myśleniem o tym jak się tu w tym niczym odnaleźć...
polazłem do roboty i marazm tego miejsca przytłoczył mnie bardziej niż zwykle;
pracuję tam tylko dlatego że miałem zbyt dużego doła by poszukać lepszej pracy, a może wszytkiemu winne jest to że nie wytrzymałem w Krakowie, a może po prostu zawodzę głównie sam siebie...
poza tym blisko domu i to jest praktyczne gdybym się tylko tu nie dusił...
to miejsce jest jak przechowalnia dla żywych trupów albo ja jestem naprawdę dziwny...
ale trudno się czuć dobrze gdy niedaleko początku dnia jeszcze uświadamiasz sobie każdego dnia że zamiast być w miejscu w którym ludzie starają się robić coś rzetelnie spotykasz sennych półemerytów, zamiast być w środowisku młodym i stymulującym wpadłeś znów sam nie wiesz po co i dlaczego w umierający zakład...a może mi się wydaje...a może to już najlepsze? :P :]
pisze znów z Julcią...nałóg:P...ale co tam
kombinuję czy mi się uda wyskoczyć by wychlać z Nią jakie piwo albo kubusia kiedy...
i szukam i zamiast angażować się w siebie angażuję się w sprawy innych...troszkę źle, troszkę nie...
szperam za tym Krzychowi wzmacniaczem jak tu go ugryźć, by coś wiedzieć, napisałem do eksperta zamiast wcześniej przewertować stos wiedzy jak to mam w zamiarach zawsze...ale co tam, nie moje...
znó jakieś niespójne te myśli jak całkiem zwykle...jutro praca ludzi niewzbogaca...baj
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz