nie było mnie tu długo, może to i lepiej, bo pisałem tu wtedy gdy nie było o czy, gdy było jeszcze puściej niż pusto...ale przecież zawsze może być gorzej, nie?
Julcia znów się wypina...
niedziela, 16 marca 2008
poniedziałek, 11 lutego 2008
poniedziałek przywitał mnie niespokojnym porankiem...porannym myśleniem o tym jak się tu w tym niczym odnaleźć...
polazłem do roboty i marazm tego miejsca przytłoczył mnie bardziej niż zwykle;
pracuję tam tylko dlatego że miałem zbyt dużego doła by poszukać lepszej pracy, a może wszytkiemu winne jest to że nie wytrzymałem w Krakowie, a może po prostu zawodzę głównie sam siebie...
poza tym blisko domu i to jest praktyczne gdybym się tylko tu nie dusił...
to miejsce jest jak przechowalnia dla żywych trupów albo ja jestem naprawdę dziwny...
ale trudno się czuć dobrze gdy niedaleko początku dnia jeszcze uświadamiasz sobie każdego dnia że zamiast być w miejscu w którym ludzie starają się robić coś rzetelnie spotykasz sennych półemerytów, zamiast być w środowisku młodym i stymulującym wpadłeś znów sam nie wiesz po co i dlaczego w umierający zakład...a może mi się wydaje...a może to już najlepsze? :P :]
pisze znów z Julcią...nałóg:P...ale co tam
kombinuję czy mi się uda wyskoczyć by wychlać z Nią jakie piwo albo kubusia kiedy...
i szukam i zamiast angażować się w siebie angażuję się w sprawy innych...troszkę źle, troszkę nie...
szperam za tym Krzychowi wzmacniaczem jak tu go ugryźć, by coś wiedzieć, napisałem do eksperta zamiast wcześniej przewertować stos wiedzy jak to mam w zamiarach zawsze...ale co tam, nie moje...
znó jakieś niespójne te myśli jak całkiem zwykle...jutro praca ludzi niewzbogaca...baj
polazłem do roboty i marazm tego miejsca przytłoczył mnie bardziej niż zwykle;
pracuję tam tylko dlatego że miałem zbyt dużego doła by poszukać lepszej pracy, a może wszytkiemu winne jest to że nie wytrzymałem w Krakowie, a może po prostu zawodzę głównie sam siebie...
poza tym blisko domu i to jest praktyczne gdybym się tylko tu nie dusił...
to miejsce jest jak przechowalnia dla żywych trupów albo ja jestem naprawdę dziwny...
ale trudno się czuć dobrze gdy niedaleko początku dnia jeszcze uświadamiasz sobie każdego dnia że zamiast być w miejscu w którym ludzie starają się robić coś rzetelnie spotykasz sennych półemerytów, zamiast być w środowisku młodym i stymulującym wpadłeś znów sam nie wiesz po co i dlaczego w umierający zakład...a może mi się wydaje...a może to już najlepsze? :P :]
pisze znów z Julcią...nałóg:P...ale co tam
kombinuję czy mi się uda wyskoczyć by wychlać z Nią jakie piwo albo kubusia kiedy...
i szukam i zamiast angażować się w siebie angażuję się w sprawy innych...troszkę źle, troszkę nie...
szperam za tym Krzychowi wzmacniaczem jak tu go ugryźć, by coś wiedzieć, napisałem do eksperta zamiast wcześniej przewertować stos wiedzy jak to mam w zamiarach zawsze...ale co tam, nie moje...
znó jakieś niespójne te myśli jak całkiem zwykle...jutro praca ludzi niewzbogaca...baj
sobota, 9 lutego 2008
bardzo cicho było dziś w lesie, prawie bezszelestnie...sza
i niezupełnie cicho w mojej głowie...
znów daje się we znaki to że jeśli psychicznie czuję się źle nie mogę nic zrobić, nawet fizyczna robota nie idzie w żaden sposób...
teraz świeci słońce a ja tęsknię do nie wiedzieć czego;bo przecież nie mam do czego...
chyba dam Julci kilka dni wolnego; czuję jakbym się jej narzucał...
w ogóle czuję się jak intruz w jej świecie ostatnio...jednego dnia jest miła, później zachowuje się jakby chciała się mnie pozbyć;
jest zupełnie inaczej niż na początku naszej znajomości a ja nawet nie bardzo mogę się domyślać dlaczego...
ja w ogóle nie mogę się teraz domyślać niczego, nie stać mnie na to...
a może to jest tak że nikomu nie potrzebna teraz troska, stałość, lojalność, szczerość, zaangażowanie...może po prostu tego po mnie nie widać...może nikomu nie potrzebny taki przyjaciel...
a może nie wiem co sobie pomyślała o moich planach zmiany miejsca na, chociażby, Poznań...
nie wiem...
i niezupełnie cicho w mojej głowie...
znów daje się we znaki to że jeśli psychicznie czuję się źle nie mogę nic zrobić, nawet fizyczna robota nie idzie w żaden sposób...
teraz świeci słońce a ja tęsknię do nie wiedzieć czego;bo przecież nie mam do czego...
chyba dam Julci kilka dni wolnego; czuję jakbym się jej narzucał...
w ogóle czuję się jak intruz w jej świecie ostatnio...jednego dnia jest miła, później zachowuje się jakby chciała się mnie pozbyć;
jest zupełnie inaczej niż na początku naszej znajomości a ja nawet nie bardzo mogę się domyślać dlaczego...
ja w ogóle nie mogę się teraz domyślać niczego, nie stać mnie na to...
a może to jest tak że nikomu nie potrzebna teraz troska, stałość, lojalność, szczerość, zaangażowanie...może po prostu tego po mnie nie widać...może nikomu nie potrzebny taki przyjaciel...
a może nie wiem co sobie pomyślała o moich planach zmiany miejsca na, chociażby, Poznań...
nie wiem...
wstałem rano wciąż przed ósmą i powiedziałem...wysłałem Julci dzień dobry. Wyspany. Nie wiem jak dzień dobry ale ja tak. Nic więcej nie przyszło mi do głowy, a może przyszło całe mnóstwo ale jakoś tak w półpróżnie nie chce mi się nic wysyłać. Od tego to astronautyka jest...;-j
Mętny ten dzień poranną mgłą się zaczął, za oknem. Wypiłem lekko przesłodzoną herbatę i półpomyślałem, bo rwią się te myśli, półmyśli...o tym co zrobić tak dalej i tak bliżej, o tym że znów w półkroku urwie mi się pewnie sens, że poukładać trzeba się na mniejszą kupkę gdy się chce zmieniać świat. Na poczatek swój własny.
Znów puściłem sobie Stańkę, bo chyba nie chciało mi się zmieniać płyty. Zbyt trudny wybór.
Mam półplan na dziś ale i tak nie wiem co z tym zrobić....zacznę od czegoś prostego może nie zepsuję...
Mętny ten dzień poranną mgłą się zaczął, za oknem. Wypiłem lekko przesłodzoną herbatę i półpomyślałem, bo rwią się te myśli, półmyśli...o tym co zrobić tak dalej i tak bliżej, o tym że znów w półkroku urwie mi się pewnie sens, że poukładać trzeba się na mniejszą kupkę gdy się chce zmieniać świat. Na poczatek swój własny.
Znów puściłem sobie Stańkę, bo chyba nie chciało mi się zmieniać płyty. Zbyt trudny wybór.
Mam półplan na dziś ale i tak nie wiem co z tym zrobić....zacznę od czegoś prostego może nie zepsuję...
piątek, 8 lutego 2008
śpię...sennie słucham starego dobrego bardzo głośnego rocka i nawet to nie pomaga nie usypiać...Julcia się odezwała przed chwilą, a mi z tym dziwnie, choć dobrze...
wczoraj poczułem się zmęczony kiedy kolejny raz napisała coś głupiego i po prostu się wyłączyłem...
pisząc później że jestem zmęczony;
reakcja była ekspresowa i gwałtowna jak wybuch nitrogliceryny
że niby zełgałem jak pies...choć mnie nie zna to przecież wie lepiej...
czy ja zawsze muszę prostować sprawy które naprawdę są proste jak drut?...
a nawet jeśli moje odczucia...jeśli nie piszę o nich prosto i nawet jeśli nie są takie proste to przecież nie taję ich i nie mają więcej niż jednej twarzy...
ale przecież to musi zginąć we mgle pierwszego wrażenia...
(reszta cenzurowana przez Julcię :P)
wczoraj poczułem się zmęczony kiedy kolejny raz napisała coś głupiego i po prostu się wyłączyłem...
pisząc później że jestem zmęczony;
reakcja była ekspresowa i gwałtowna jak wybuch nitrogliceryny
że niby zełgałem jak pies...choć mnie nie zna to przecież wie lepiej...
czy ja zawsze muszę prostować sprawy które naprawdę są proste jak drut?...
a nawet jeśli moje odczucia...jeśli nie piszę o nich prosto i nawet jeśli nie są takie proste to przecież nie taję ich i nie mają więcej niż jednej twarzy...
ale przecież to musi zginąć we mgle pierwszego wrażenia...
(reszta cenzurowana przez Julcię :P)
wtorek, 5 lutego 2008
niedziela, 3 lutego 2008
Big Bang
Stał się początek i w dzień nicnierobienia zacząłem pisać...chyba po coś...stał SIĘ...
To dziwne że stało się dziś więcej niż zwykle, chociaż te kilka ładnych pastelowych chwil też lekko za mgłą było, jak zwykle.
Wróciłem po łące ciesząc się z tych kilku refleksów słońca w koronach drzew i w moich myślach.
Julcia ucieszyła się z roślinki która ma dwudzieste czwarte urodziny, jedna albo druga :), ucieszyłem się i ja że Julcia się ucieszyła.
Właściwie się nie znamy ale dobrze się czuję wymieniając z Nią tych wiele i niewiele pokręconych myśli i często absurdalnych dialogów. Nawet bardzo dobrze się czuję. To chyba jakiś niejasny jeszcze rodzaj pokrewieństwa :P
Po raz pierwszy od bardzo wielu już dni, miesięcy poczułem przez chwilę spokój, jakieś prawie poczucie odrobiny sensu w tym bezsensie który postrzegam. Może to przez tego Stachurę że SIĘ dzieje i już, może przez to...może znów zaczęła świtać nadzieja że jest jakiś plan, i choć niejasny to może jest coś daleko, nieuchwytne jak zapomniany sen...bo przecież nie da się nie budzić...
Tymczasem już pora na bliski sen, choć tak odległy od tego który by się śnić mógł...
To dziwne że stało się dziś więcej niż zwykle, chociaż te kilka ładnych pastelowych chwil też lekko za mgłą było, jak zwykle.
Wróciłem po łące ciesząc się z tych kilku refleksów słońca w koronach drzew i w moich myślach.
Julcia ucieszyła się z roślinki która ma dwudzieste czwarte urodziny, jedna albo druga :), ucieszyłem się i ja że Julcia się ucieszyła.
Właściwie się nie znamy ale dobrze się czuję wymieniając z Nią tych wiele i niewiele pokręconych myśli i często absurdalnych dialogów. Nawet bardzo dobrze się czuję. To chyba jakiś niejasny jeszcze rodzaj pokrewieństwa :P
Po raz pierwszy od bardzo wielu już dni, miesięcy poczułem przez chwilę spokój, jakieś prawie poczucie odrobiny sensu w tym bezsensie który postrzegam. Może to przez tego Stachurę że SIĘ dzieje i już, może przez to...może znów zaczęła świtać nadzieja że jest jakiś plan, i choć niejasny to może jest coś daleko, nieuchwytne jak zapomniany sen...bo przecież nie da się nie budzić...
Tymczasem już pora na bliski sen, choć tak odległy od tego który by się śnić mógł...
Subskrybuj:
Posty (Atom)