znów wieki nieznanej historii przykrył bezbarwny kurz...
niedziela, znów wstałem zbyt wcześnie; błogosławieni ci co mają dobry sen;
i jak zwykle brak; czyjegoś oddechu obok albo po prostu jakiejś osobowej pobudki; półsennie i leniwie zaczyna się pusty mimo wszystko dzień...
chciałem obejrzeć film, znów się nie udaje, zbyt sfragmentowana rzeczywistość nie daje spokoju;
myślę o tym że brak mi nawet jakiejś odskoczni, że brak mi czegokolwiek bądź naprawdę kogokolwiek, co by mnie motywowało do nawet prozaicznych czynności...samodzielność bywa czasem naprawdę męcząca...
i znów poczytam o Junkersie i pożarach i nic z tego nie zostanie w pustawej głowie, niewiele z planó ma się szansę rozpocząć...czytam;