niedziela, 3 lutego 2008

Big Bang

Stał się początek i w dzień nicnierobienia zacząłem pisać...chyba po coś...stał SIĘ...

To dziwne że stało się dziś więcej niż zwykle, chociaż te kilka ładnych pastelowych chwil też lekko za mgłą było, jak zwykle.

Wróciłem po łące ciesząc się z tych kilku refleksów słońca w koronach drzew i w moich myślach.

Julcia ucieszyła się z roślinki która ma dwudzieste czwarte urodziny, jedna albo druga :), ucieszyłem się i ja że Julcia się ucieszyła.
Właściwie się nie znamy ale dobrze się czuję wymieniając z Nią tych wiele i niewiele pokręconych myśli i często absurdalnych dialogów. Nawet bardzo dobrze się czuję. To chyba jakiś niejasny jeszcze rodzaj pokrewieństwa :P

Po raz pierwszy od bardzo wielu już dni, miesięcy poczułem przez chwilę spokój, jakieś prawie poczucie odrobiny sensu w tym bezsensie który postrzegam. Może to przez tego Stachurę że SIĘ dzieje i już, może przez to...może znów zaczęła świtać nadzieja że jest jakiś plan, i choć niejasny to może jest coś daleko, nieuchwytne jak zapomniany sen...bo przecież nie da się nie budzić...

Tymczasem już pora na bliski sen, choć tak odległy od tego który by się śnić mógł...

Brak komentarzy: